Zapraszam Was do świata gier planszowych i do wspólnej przygody wraz ze mną w wariantach solo i nie tylko. Poniżej ostatnie rozgrywki:
Już od dłuższego czasu ostrzyłem sobie zęby na ten tytuł, a jak go dostałem do ogrania zacząłem także je suszyć... bo to przecież tak wypada w kontekście nazwiska pana autora. Suche euro o suchym drewnie, z którego będę strugał, prasował, ciął i kleił chodaki, flet, narty, komodę a nawet dziecięce łóżeczko. I to właśnie to cięcie, klejenie i zabawa w obróbkę drewna jest kwintesencją tej gry, bo mechaniki związane z realizacją zleceń, akcjami zabieranymi z rondla, czy kartami pomocników i rozwojem warsztatu już tak dobrze znamy z innych tytułów. Wprawdzie nie ma tu porządnego wariantu solo, nad czym bardzo ubolewam, ale mimo to zabawa w spinanie tych mechanik w celu wykręcenia maksymalnej liczby punktów zwycięstwa jest mega przyjemna. Zobaczcie Jakuba stolarza w akcji.
Fajnie byłoby sobie posiedzieć w spokoju na przykład w takiej latarni morskiej, ale nie! Ale się nie da się! Dlaczego? Bo ledwo się człowiek wdrapie na górę to od razu pojawia się zagrożenie - paskudne koszmary, takie wywłoki jedne. No i co mi pozostaje? Bronić tejże latarni zastawiając różnego rodzaju pułapki. No i sami zobaczcie co mnie spotkało.
Jakub, uliczny muzykant, artysta z Bohemy, w dzisiejszym odcinku sam zmagający się z duchami czasu o wdzięcznej nazwie "Koła przemysłu". O jakże okrutny jest los, kiedy daje się we znaki graczom solo, atakując bezlitośnie z każdej niemal strony, czając się niemal wszędzie, na rynku kart, w podłych kartach artystycznej udręki, a nawet we własnej skrzętnie budowanej talii. Walka z losem jest w tej grze trudna, ale ostateczna wygrana nie niemożliwa... chociaż trzeba się trochę napocić. No ale czy ktoś powiedział, że życie artysty jest łatwe?
Kolejny odcinek z cyklu powrotów do przeszłości. Jest rok 2018, oczom planszomaniaków ukazuje się wielkie pudło, które na pierwszy rzut oka ma sprawiać wrażenie ciężkiej, skomplikowanej w zasadach gry o morskich podróżach. Ale nie taki diabeł straszny jak go na pudle wymalowalo, bo w środku czeka na graczy przyjemna, delikatnie łaskocząca mózg gra o zdobywaniu chwały dla wybranego imperium. Wszystko to za sprawą morskich ekspedycji, podbijaniu mórz i lądów, rozwoju kultury, finansów i wpływów, a także rozbudowywaniu silniczka w postaci budynków rozszerzających graczom możliwości. W tym ogromnym pudle zabrakło jednak wariantu solo, dlatego z pomocą pospieszył znany już nam gracz Dusk2Down, który na portalu BGG dzieli się swoimi pomysłami na warianty solo. I ten jak zwykle jest ciekawy, prosty w obsłudze, bo wystarczy kilkanaście zwykłych kart, by móc samemu pobawić się w rozkładanie dropsów na planszy. Z resztą zobaczcie sami.
Zapraszam do abstrakcyjnego lasu, w którym ktoś lub coś stale podszeptuje mi teksty w stylu: "jeszcze nie teraz, jeszcze pokombinuj', albo "chyba tego nie przemyślałeś", albo "co za durny ruch, weź się ogarnij", "porzuć kicanie, idź lepiej na grzyby"... I tak od jakiegoś czasu próbuję ogarnąć kicanie po kafelkach z truskawkami, kwiatkami, czy grzybkami, ale na szczęście gra "Szepczący Las" ma syndrom kolejnej partii, i kolejnej... i kolejnej, więc czynię to za każdym razem z wielką przyjemnością. I w sumie nie jest ważne, czy te próby kończą się sukcesem, czy tak jak dzisiaj porażką, ważne że za każdym razem odczuwam właśnie tę przyjemność płynącą z planowania kolejnych ruchów. Nawet losowość, która stale próbuje nam popsuć zabawę, wywołuje u mnie raczej śmiech niż frustrację. Reasumując, ależ fajne to łażenie po lesie, spróbujcie koniecznie, zwłaszcza solo!
Dawno nie miałem okazji zagrać w tak prostą w zasadach karciankę, która tak bardzo daje mi po tyłku. Ciasno tu jak w ulu, miotam się jak zabłąkana pszczoła, która trafiła nie do tego domu i nie potrafi się odnaleźć. Dlatego nie tykam póki co scenariuszy, które zostały dodane do gry z myślą o nas - solo graczach. Jest ich pięć, więc będzie co robić... za jakiś czas. Póki co próbuję osiągnąć cele w trybie solo polegającym na biciu swojego życiowego rekordu punktowego - mojego żałosnego rekordu. Zobaczcie jak mechanicznie działa ta sprytna gra o cywilizacjach i ich rozwoju, ale nie oczekujcie gry ociekającej klimatem i przymknijcie nieco chociaż jedno oko na fakt mojej nieudolnej rozgrywki z serii gameplay express :)
Czasami trzeba odpocząć od wyżerających mózg planszówek. Podczas tegorocznych wakacji w sytuacji braku miejsca w podróżnym bagażu, lądowało w nim kilka kartek, długopis i pięć kości. Tyle i tylko tyle potrzeba żeby zająć nieco głowę jakąś łamigłówką okraszoną losowością... nieee, polaną losowością, a gdzie tam... utopioną w losowości! Tę jednak próbujemy nieco okiełznać korzystając z wytrychów. Zobaczcie jakim będę nędznym włamywaczem do skarbca z diamentami operując tylko wspomnianymi kosteczkami...
Dzisiaj wcielę się w rolę legendarnego astronoma, który postanowił udowodnić, że Ziemia nie jest centrum wszechświata… ku rozpaczy kościoła. Będę zbierał dane, patrzył w gwiazdy, spierał się z innymi uczonymi i unikał spalenia na stosie - to wszystko w tej euro planszówce, w której jeden ruch może zmienić cały wszechświat (albo chociaż układ na planszy). Razem z moim przeciwnikiem, niejakim Tycho, będziemy robić wszystko by zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa, uważając na Inkwizycję, która cały czas będzie się za nas podejrzliwie modlić. Zobaczcie jak wygląda rozgrywka solo, w której całe szczęście obsługa automy jest prosta i intuicyjna, chociaż łatwo pobić dziada nie jest, oj nie jest...
Dzisiaj szybko i na temat - nowa gra dedukcyjna od wydawnictwa Muduko, zauważona i przywieziona przez wielu z zeszłorocznego Essen, to gra która zadaje graczom ważne pytania: "kto zabił?", ewentualnie "kto ukradł?". Gracze muszą rozwiązać te zagadki zadając pytania o miejsca w operze, postaci tam krzątające się i godziny, w których działa się jakaś historia, skrzętnie notując wszystkie otrzymywane informacje i próbując poskładać wszystko w sensowną całość. Zaprezentuję Wam pełną rozgrywkę w pierwszy, podstawowy, najłatwiejszy, można by rzec testowy wariant pierwszego scenariusza, także kto wrażliwy na zdradzanie szczegółów, niech od razu skacze do podsumowania :)
Pierwszy w historii kanału Splotter... i to jaki!!! Stareńki jak świat, ale jakaż to dobra gra jest. Już dłuższy czas nosiłem się z zamiarem zaprezentowania Wam tego tytułu, bo przez przypadek zauważyłem, że Mautoma stworzyła wariant solo, ale jako że jedną z ciekawszych i ważniejszych kwestii w tej grze jest licytacja bydłem - tak zwanym Zebu, jakoś sceptycznie podchodziłem do tej automy. No bo jak tu zasymulować licytację automy, żeby choć trochę miało to sens? A jednak da się. I cieszę się, że spróbowałem, bo mam nadzieję, że przez to choć trochę będziecie mogli zobaczyć, że warto się tym tytułem mocniej zainteresować, zwłaszcza jeśli macie możliwość ogrania go również w większym gronie. Zobaczcie zatem jak wygląda Zebulicytacja, nawiązywanie współpracy z bogami, pomocnikami i rzemieślnikami, a przede wszystkim wznoszenie i rozbudowywanie budowli, które ma nam ostatecznie przynieść osiągnięcie punktowego celu, który dla każdego gracza może być zupełnie inny, a także może zmieniać się w trakcie trwania rozgrywki. Zapraszam do Zimbabwe na fajną zababwę!