Zapraszam Was do świata gier planszowych i do wspólnej przygody wraz ze mną w wariantach solo i nie tylko. Poniżej ostatnie rozgrywki:
Kto gra w karty ten... zbiera lwy, a może lewy? Zapraszam Was dzisiaj do świata Górnej Kniei gdzie czeka mnie 8 odwiedzin, w ramach których przeprowadzał będę rozmowy z opiekunami, starając się przekabacić ich na swoją stronę, by w przyszłości móc skorzystać z ich nieprzeciętnych umiejętności zaklinania rzeczywistości. Zobaczcie jaka sprytna to gierka i jak ciekawie wydana. A jeżeli uznacie, że zabawa kartami w trick-taking jest pożądaną przez Was czynnością, wesprzyjcie młodego wydawcę, który kawał serca włożył w przygotowanie polskiej wersji tej solo gry. Polecam, bo zabawa przednia!
Święta Święta i już po... Przed Państwem niewyrobiona w czasie rozgrywka solo w okołoświąteczną rysowankę dla jednego lub bliżej nieokreślonej liczby graczy o pociągach z prezentami, które należy przewieźć z fabryki do pakowalni, a potem dalej na sanki i sruuuu do grzecznych odbiorców lub innych prezentomatów. Przepraszam, że trochę spóźnione, ale końcówka roku jak zwykle pełna niespodzianek... No to na koniec jeszcze kwestia najważniejsza: moi drodzy widzowie, na ten Nowy Rok, samych udanych planszowych rozgrywek tylko w doborowym towarzystwie!
Wielu z Was prosiło o zaprezentowanie rozgrywki z drugim botem "Lasobotem" w Ironwood. Oto i ona: będzie dłużej i na żyletki, bo jakiś taki bardziej wymagający się zrobił... Zapraszam ponownie, bo to dobra gra jest!
Kolejna mała solowa karcianka na kanale SoloGram przed Państwem - to Arkham Noir - gra osadzona w mrocznym świecie Lovecrafta. Cudowne ilustracje na kartach, proste zasady, szybkie przygotowanie i w miarę sensowny czas rozgrywki, to jeszcze nie wszystkie atuty tego tytułu. Poza nimi trzeba wspomnieć o całkiem przyjemnej mechanice, która opiera się na konieczności odpowiedniego zarządzania kartami między rynkiem, ręką, a otwartymi sprawami do rozwiązania. Tu dla gracza będą ważne ikonki na kartach umożliwiające ich włączenie do danej sprawy, ale także symbole umożliwiające zarówno rozwiązanie sprawy, jak i same w sobie stanowiące cel w grze. Zobaczcie jak wyglądają tym razem dwie pełne rozgrywki: mniej i bardziej udana.
Pytanie dnia: czy Rezerwat zdetronizuje swoją starszą siostrę Ark Novą? Jest prościej, szybciej, łatwiej z ogarnięciem zasad, a dla kogoś, kto miał okazję w pierwowzór będzie jeszcze łatwiej, no i ogólnie jakoś tak przyjemniej w obcowaniu ze zwierzakami na kafelkach... Zobaczcie pełną rozgrywkę solo, która wprawdzie pozostawia trochę do życzenia, ale ważne że jest i daje możliwość również graczom solo pobawić się w budowanie własnego zoo.
Za szesnastoma lasami i jedenastoma górami, żyły sobie skoczne, lubiące drewno leśne ludki, a zaraz obok nich klan metalowych górskich osadników. Będę szefem tych pierwszych, a moim wrogiem będzie automatyczny przeciwnik - żelazobot, dziecko znanego nam wszystkim pana Turcziego. Wszyscy będziemy się szlajać po tych górach i lasach - każdy w innym celu. Jeden będzie chciał odkrywać leśne totemy, a drugi za sprawą specjalnych kryształów larimor wydłubywanych przez specjalistyczne wiertło, budować kuźnie. Ale jak to w życiu, żeby nie było zbyt prosto i nudno, mamy tutaj również odwieczny konflikt interesów, w efekcie którego wszyscy są w bardzo bojowych nastrojach i raczej nie przepadają za swoją współobecnością. W ruch idą zatem wszelkie przedmioty, którymi można zadać jak najwięcej utrapienia przeciwnikowi. Zobaczcie zatem pełną rozgrywkę solo o mordowaniu i wykradaniu kryształów.
Dużo już na rynku abstrakcyjnych gier logicznych w zapełnianie mapki gracza różnego rodzaju kafelkami i znacznikami. Czy Ostoja czymś różni się od nich? I tak i nie. Nie - bo sam mechanizm jest identyczny, zabieramy z rynku odpowiednią liczbę kafelków i wstawiamy na planszę, podobnie jak np. w Pracowni Snów nawet w kilku poziomach, w celu uzyskania optymalnego ustawienia dającego określoną liczbę punktów. Tak - bo gra poprzez wykonanie, fajne grafiki na kartach i ciekawy zamysł realizowania celów na nich zawartych, daje zupełnie inne wrażenia i odczucia z rozgrywki... I chyba o to w tym przede wszystkim chodzi. Pudełkowy wariant solo w pobijanie własnego rekordu, zamieniłem na Trytona - fanowskiego bota znalezionego na BGG. Zobaczcie jak można samemu pobawić się w tę logiczną, często mocno popsutą przez los układankę.
Już od dłuższego czasu ostrzyłem sobie zęby na ten tytuł, a jak go dostałem do ogrania zacząłem także je suszyć... bo to przecież tak wypada w kontekście nazwiska pana autora. Suche euro o suchym drewnie, z którego będę strugał, prasował, ciął i kleił chodaki, flet, narty, komodę a nawet dziecięce łóżeczko. I to właśnie to cięcie, klejenie i zabawa w obróbkę drewna jest kwintesencją tej gry, bo mechaniki związane z realizacją zleceń, akcjami zabieranymi z rondla, czy kartami pomocników i rozwojem warsztatu już tak dobrze znamy z innych tytułów. Wprawdzie nie ma tu porządnego wariantu solo, nad czym bardzo ubolewam, ale mimo to zabawa w spinanie tych mechanik w celu wykręcenia maksymalnej liczby punktów zwycięstwa jest mega przyjemna. Zobaczcie Jakuba stolarza w akcji.
Fajnie byłoby sobie posiedzieć w spokoju na przykład w takiej latarni morskiej, ale nie! Ale się nie da się! Dlaczego? Bo ledwo się człowiek wdrapie na górę to od razu pojawia się zagrożenie - paskudne koszmary, takie wywłoki jedne. No i co mi pozostaje? Bronić tejże latarni zastawiając różnego rodzaju pułapki. No i sami zobaczcie co mnie spotkało.
Jakub, uliczny muzykant, artysta z Bohemy, w dzisiejszym odcinku sam zmagający się z duchami czasu o wdzięcznej nazwie "Koła przemysłu". O jakże okrutny jest los, kiedy daje się we znaki graczom solo, atakując bezlitośnie z każdej niemal strony, czając się niemal wszędzie, na rynku kart, w podłych kartach artystycznej udręki, a nawet we własnej skrzętnie budowanej talii. Walka z losem jest w tej grze trudna, ale ostateczna wygrana nie niemożliwa... chociaż trzeba się trochę napocić. No ale czy ktoś powiedział, że życie artysty jest łatwe?